Kazań, miasto białego Kremla
Wypad do stolicy Tatarstanu miał być kolejną, trochę bardziej egzotyczną odsłoną Rosji. Poszukiwanie śladów Złotej Ordy, historii sprzed rozbicia miasta w pył przez Iwana Groźnego, odwiedzenie najpiękniejszego ponoć w Rosji Kremla, a także zwyczajne przyjrzenie się jednemu z pięciu największych rosyjskich miast (Moskwa, Petersburg, Niżny Nowogród, Kazań, Nowosybirsk) było moim głównym założeniem.
17. kwietnia, wczesnym wiosennym porankiem, po przyjemnej kilkugodzinnej podróży pociągiem wylądowałam z grupą przyjaciół wolontariuszy na kazańskim dworcu. Zwiedzając miasto przez kilka kolejnych dni odnosiłam wrażenie, że Kazań jest jednym wielkim placem budowy. Będące w budowie lub ledwo skończone wielkie, nowoczesne biurowce i luksusowe budynki mieszkalne sąsiadują z rozpadającymi się drewnianymi chatynkami, kupami gruzu po zburzonych nieruchomościach albo po prostu pustymi działkami. Wszystko jednak znajduje się w zadziwiającym porządku. Wyburzone budynki położone są na dokładnie oznaczonych działkach, rudery wśród nowych budowli są już opuszczone, na oczyszczonym terenie, co sprawia wrażenie, że nie widzi się biedy i bałaganu, a porządek i konsekwencję. Nowiuteńkie nieruchomości, jeszcze z firmowymi naklejkami na oknach i ledwo przyschniętą farbą graniczą z albo pustymi działkami, oczyszczonymi i czekającymi na inwestycje, albo z opuszczonymi domami, czekającymi na zniknięcie z powierzchni ziemi.
Centrum Kazania sprawia wrażenie miasta w budowie. Nowoczesnego miejsca z pieniędzmi na inwestycje, które powstaje dosłownie na oczach odwiedzających je ludzi. Stary, zakurzony i zniszczony Kazań znika, a zastępuje go szkło, stał i plastik. Z drugiej strony to świeżo powstałe centrum, po którym spacerowałam było zupełnie wyludnione. Przechodnie przemieszczali się tu i ówdzie po ulicach, można było zauważyć turystów, ale nowo wybudowane budynki stały jeszcze puste, nie zamieszkałe ani nie zajęte przez firmy. Opuszczone działki czekające na powstanie nowych budowli były czyste i zadbane, ale zmuszały do zastanowienia się, gdzie podziali się mieszkańcy drewnianych domków, które jeszcze niedawno tu stały.
Główna arteria miasta, czyli ulica Baumana, to robiąca wrażenie promenada, pełna sklepów i restauracji. I podobnie, jak nowoczesne biurowce sąsiadują z opustoszałymi domkami, tak piękne fasady nowych sklepów zachodnich marek znajdują się obok siermiężnych, postsowieckich segmentów, najczęściej już opuszczonych przez mieszkańców, czekających na wyburzenie lub przebudowę. Na ulicy Baumana można oczywiście znaleźć restaurację McDonald’s, co ciekawe z kolorową, orientalną fasadą.
Mój pobyt w Kazaniu obejmował również dzień prawosławnej Paschy. Tego dnia na ulicach trudno było znaleźć nawet (i tak bardzo nielicznych) turystów. Spacerując w centrum natknęłam się na piękną, małą cerkiew. Chciałam zobaczyć, jak wygląda w środku. Pamiętam, gdy pierwszy raz weszłam w Rosji do cerkwi.
Środek zimy, Moskwa. Jestem zmarznięta i zmachana. Otwieram wąskie, kute drzwi. Uderza mnie zapach wosku i kadzideł oraz kolor. Lśniące w blasku świec, ciepłe, przytulne złoto. Postaci świętych spoglądają na mnie z zaciekawieniem z ikonostasu i boków świątyni, ciche szepty modlących się osób układają się w jeden rytm, a mnie ogarnia poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Kontrast z szarą, zawaloną śniegiem i zimną ulicą, pełną hałasu i ruchu był niesamowity. Wystarczyło przekroczyć prób cerkwi, by znaleźć się w zupełnie innym świecie.
Podobna rzecz spotkała mnie w Kazaniu. Prosto z tym razem pustej ulicy, na której hulał wczesnowiosenny chłodny wiatr weszłam do małej cerkwi. Świątynia była pełna ludzi, śpiewu i zapachu świec. Tłum, dosłownie człowiek na człowieczku, stał i wsłuchiwał się w słowa popa. On tymczasem znajdował się w niewielkim pomieszczeniu z przodu wiernych, za otwartymi w tej chwili złotymi drzwiczkami i intonował jakieś pieśni. Częściowo śpiewał, częściowo czytał, a tłum mu odpowiadał. Między duchownym a ludźmi stał ktoś w rodzaju prowadzącego dyrygujący reakcjami tłumu. Pop był tyłem do wiernych. Pod koniec odwrócił się do nich, pomocnicy założyli mu rodzaj pasa na ramiona, a złote wrota zamknęły się odgradzając go od wiernych.
Wiele razy słyszałam od Rosjan, że kazański Kreml jest najpiękniejszy w kraju. Widziałam ich tutaj kilka i najbardziej przypadł mi do gustu suzdalski. Może dlatego, że jest mniejszy, bardziej zaniedbany i wygląda, jak wyjęty z ruskiej baśni… Kazański Kreml jest biały i przepięknie odnowiony. Znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Zbudowano go na miejscu pałacu chana zniszczonego przez Iwana Groźnego. Obok siedziby ostatniego władcy Chanatu Kazańskiego stał wielki meczet, w którym zwykł się modlić. Pierwszy car Rosji zniszczył go burząc Kazań. Świątyni bronił jej imam, Kul Szarif, który zginął z rąk ruskich wojów. Siedzibę chana i meczet Iwan Groźny dosłownie zmiótł z powierzchni ziemi. Może nawet zaorano teren, na którym stały? Na tym samym miejscu szybko powstał ruski kreml i Sobór Zwiastowania, symbol ukorzenia Chanatu.
Wracając w glorii chwały po rozgromieniu Tatarów, Iwan Groźny chciał podziękować Bogu za tak wielkie zwycięstwo. Wyrazy wdzięczności wyraził materialnie, fundując na moskiewskim Kremlu Sobór Wasyla Błogosławionego, chyba najbardziej popularny dziś symbol stolicy. Przepyszna, bajkowa budowla była najprawdopodobniej wzorowana właśnie na kazańskim meczecie chana, co pozostaje istotne, ponieważ nie zachowały się żadne oryginalne rysunki świątyni. Znano go tylko z przekazywanych z pokolenia na pokolenie opowiadań i tworzonych na tej podstawie grafik.
Sobór Wasyla Błogosławionego tak spodobał się Napoleonowi, gdy był w Moskwie, że postanowił… przenieść go do Francji. Mimo znacznych doświadczeń z przenoszeniem ogromnych obiektów na wielkie odległości (obeliski i monumenty egipskie np.) i znalezienia zespołu naukowców i budowniczych, nie udało się wymyślić planu na przeniesienie soboru w kawałkach do kraju cesarza. W związku z tym Napoleon wpadł w szał i postanowił wysadzić świątnię. Podłożono materiały wybuchowe, do niczego jednak nie doszło z powodu nagłej, długotrwałej ulewy. Sama jednak myśl, że Sobór Wasyla Bł. można by dziś oglądać w np. centrum Paryża jest tyleż zabawna, co niewiarygodna podobnie, jak fakt, że moskiewski Kreml nie byłby już tym samym Kremlem bez swojej świątyni.
W 1995 roku w Kazaniu zaczęto realizować szalony pomysł odbudowy meczetu Kul Szarif (nazwanego tak na cześć jego bohaterskiego obrońcy). Brak zachowanych rysunków świątyni, mnóstwo domysłów i niewiele zachowanych opisów nie stanęly na przeszkodzie odbudowania największego meczetu ówczesnej Europy. W 2005 roku uroczyście otwarto świątynię inaugurując obchody 1000lecia miasta. Kul Szarif to największy obecnie meczet w Europie, tuż za meczetem Achmada Kadyrowa w Groznym.
Białe mury, niebieskie dachy i złote ornamenty świątyni świetnie wkomponowują się w estetykę całego Kremla. Kul Szarif jest monumentalny i sterynie czysty. W środku znajduje się dostępne dla wszystkich turystów (za opłatą) muzeum islamu i sklepiki. Miejsce dla modlących się można obserwować ze specjalnego balkonu. Główna sala na parterze, z wysokim sklepieniem, pełna kryształów, kolorowych marmurów i złota robi wrażenie bogactwa i przepychu. Meczet nadal pachnie nowością. W szklanych gablotach wystawiono różne wydania Koranu w kilku językach. W sali obok znajduje się wystawa ilustrująca historię islamu. Stare zdjęcia, stroje, jakieś księgi. Eksponaty nie powalają, jest ich niewiele, za to wystawiono je w eleganckich gablotach w przestronnym pomieszczeniu.
Kul Szarif jest niezwykły ze względu na swoja historię. Meczet, który powstał po setkach lat na miejscu legendarnej świątyni chana, a będący dziś dumą Tatarów robi wrażenie wielkością i przepychem. Nowiuteńkie wnętrza, dość uboga i nie zaskakująca (zaskakująca być może dla osób, które po raz pierwszy stykają się z islamem) choć pięknie zaprezentowana wystawa to wszystko, co może zaoferować budowla. Sam fakt wybudowania świątyni uważam za coś niezwykłego i interesująco było zobaczyć ją na żywo, jednak o wiele bardziej lubię małe, stare, zaniedbane, bardziej autentyczne meczety, które udało mi się znaleźć, gdy pobłądziłam w Kazaniu. Wolę widzieć prawdziwe, codzienne, używane przez ludzi i naprawdę potrzebne rzeczy. W Kul Szarif nie czuje się oddechu historii, nie można dotknąć murów zastanawiając się, kto dotykał ich 100 lat przed nami. Meczet jest natomiast pozytywnym dowodem na to, że historia czasami zatacza koło nawet po paru setkach lat, a jej chichot może być bardzo donośny.
Istnieje również alternatywna wersja historii podająca rzekomo prawdziwy powód, dlaczego Iwan Groźny rozniósł Kazań w pył. Otóż, spotkał on w stolicy Tatarstanu przepiękną niewiastę. Ciemne lśniące włosy, wesołe i pełne zadziorności czarne oczy, przepyszna figura, na którą składał się płaski brzuch, krągle biodra i wydatny biust oraz niezwykła elokwencja i bezpośredniość w rozmowach z mężczyznami sprawiły, że car zwariował na punkcie Tatarki. Postanowił zdobyć piękność tak fascynująco różną od ruskich dziewek, która nie bała się go ani odrobinę mimo iż wiedziała, po co władca przybył do Kazania.
Drobna przeszkoda stała jednak na drodze do zdobycia pięknej Siusumbike. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że Tatarka była żoną obecnego chana. I eksmałżonką dwóch poprzednich. Iwan nie mógl jej porwać siłą, nie chciał zresztą. Zakochany gwałtownie i niespodziewanie postanowił ją zdobyć, tak mu obcymi, ludzkimi sposobami. Siusumbike opierała się jak mogła, nie zainteresował jej car Rosji. Po długich podchodach, naleganiach, obietnicach, groźbach, prośbach i górze prezentów, Siusumbike zgodziła się zostać żoną Iwana pod jednym wszakże warunkiem. Car miał dla niej wybudować najwyższą na świecie wieżę.
Iwan natychmiast znalazł architektów, którzy zaprojektowali budowlę. Zatrudnił najlepszych budowniczych i osobiście nadzorował postęp ich prac. Siusumbike obserwowała realizację jej życzenia z pałacowych okien, obmyślając plan wyjścia z patowej sytuacj, w ktorej się znalazła. Gotowa wieża przerosła najśmielsze oczekiwania zarówno Iwana, jak i księżniczki. Zachwycony swoim dziełem osobiście pokazał budowlę przyszłej oblubienicy. Siusumbike, ubrana w swoje najpiękniejsze szaty stanęła obok cara, uniosła wzrok w górę, spojrzała z rozmarzeniem na wieżę, westchnęła i podziękowała Iwanowi. Car uśmiechnął się z satysfakcją, a poczucie dumy ciepło rozlało się po całym jego ciele. Wiedział doskonale (jak i doskonale wiedziała Siusumbike), że zawsze zdobywa to, czego zapragnie. Wieża, owszem była dość ekstrawaganckim wymysłem, a przecież mógł zdobyć piękność prostszym sposobem, ale tym razem okrutnikowi zależało na zyskaniu choć odrobiny szacunku żony chana. Poza tym uwielbiał robić wrażenie na kobietach.
Wiedział, że jej zaimponowal, widział to w jej oczach. Trochę niepokoił go smutek bijący z wesołej zwykle twarzy księżniczki, ale wytłumaczył to sobie tym, że dziewczyna niepokoi się pewnie perspektywą szybkiego opuszczenia rodzinnego miasta. „No cóż, Moskwa to nie Kazań, ale na pewno jej się spodoba” pomyślała car. „No i dlaczego do cholery ona tak intensywnie wpatruje się w okna pałacu i spogląda na rozpościerającą się obok niego panoramę stolicy?”. Iwan podążył za wzrokiem Siusumbike. Słońce właśnie zachodziło wisząc złoto – pomarańczową kulą nad dachami Kazania. Lśniące kopuły meczetów sprawiały wrażenie drogocennych klejnotów, imamowie przeciągle wzywali do modlitwy, kupcy powoli zbierali się z kolorowego bazaru majaczącego w oddali. Car zamyślił się.
Siusumbike już nie patrzyła na swoje miasto i dom. Podeszła do Iwana i zapytała z uśmiechem, czy może wejść na wieżę. Iwanowi wrócił dobry nastrój, podał jej rękę przybierając dumny uśmiech, gotowy zaprowadzić dziewczynę na sam szczyt. Księżniczka odsunęła delikatnie silną, pełną blizn i ogorzałą od słońca dłoń cara prosząc, aby mogła sama doświadczyć niezwykłego przeżycia oglądania jej miasta z wysokości, na jakiej jeszcze nigdy nie była. Chciałaby ostatni raz w samotności spojrzeć na
Kazań, no a potem to już może pakować skrzynie i ruszać z władcą do Moskwy. Pobłażliwy Iwan przystaje na prośbę, odprowadzając wzrokiem ponętną Siusumbike, już ciesząc się nadchodzącą nocą.
Plan księżniczki jest prosty. Nie uwzględnia jednakowoż uczuć ani planów cara. Siusumbike kroczy powoli po schodach. Pierwszy stopnień, drugi, kolejny. A potem te trzy ostatnie. Już jest na szczycie wieży. Jeszcze jeden krok. Bose stopy opierają się na parapecie okna, suknia powiewa na wietrze, na twarz padają pormienie zachodzącego słońca. Siusumbike spogląda ostatni raz na ukochane miasto, na pałac swojego męża – jej dom, dziękuje Bogu za każdą przeżytą chwilę, zamyka oczy i skacze.
Wieża Siusumbike istnieje naprawdę, choć do dziś nie ustalono z jakich dokładnie pochodzi czasów. Legenda głosi, że po samobójstwie księżniczki Iwan tak się wściekł, że zmiótł Kazań z powierzchni ziemi, czego wcześniej nie planował (bo jednak istnieje róznica między podbojem, a kompletnym zniszczeniem). Prawdy pewnie nie dowiemy się nigdy…







Maj 14, 2010 @ 6:35 pm
Бася, ты дура и уродина
Maj 16, 2010 @ 4:55 am
Да отзыньте вы от девки, шебунялы неудельные.