Sowieckie fabryki cz.2.
Fabrykę wyrobów metalurgicznych zwiedzałam z grupą moich rosyjskich podopiecznych. Po zbyt krótkiej nocy, zerwałam się spóźniona z łóżka, wcisnęłam soczewki w zaspane oczy starając się nie naruszyć i tak już żałośnie wyglądających resztek tuszu na rzęsach z poprzedniego dnia, ogarnęłam włosy tworząc dziwny supeł na czubku głowy, zarzuciłam na siebie szybko pierwszy z brzegu sweter i dżinsy i zapinając kurtkę w biegu dobiegłam na astanovkę, czyli przystanek. Kiedy po 10 minutach opuszczałam autobus wiedziałam, że mój wygląd doskonale pasuje do okolicy – mrocznej, zabłoconej, pełnej ponurych, monumentalnych budynków z brudnym parkingiem i (jakżeby inaczej) powciskanymi między samochodami babuszkami oferującymi (jak zwykle) wszystko, co popadnie (karton – lada babuszki nr 1: dwa woreczki kapusty kiszonej i dziesięć par rajstop, babuszka nr 2: pięć pęczków cebuli i kilka par kolorowych skarpet, babuszka nr 3: kilkanaście wyszydełkowanych kolorowych maleńkich bucików dla noworodków i kilka kubków z jakimiś czarnymi kulkami, babuszka nr 4: pięć kubków z trudnymi do zidentyfikowania małymi beżowymi spodkami, być może grzybami oraz kilka bukiecików bazi itd.)
Sormowskie zakłady metalurgiczne mieszczą się w dzielnicy miasta zwanej Sormowem. W połowie XIX wieku założył je jakiś Włoch. Produkowano najpierw statki i wagony kolejowe, później w zależności od potrzeb czasów: czołgi, broń, różne dziwne pancerne pojazdy itd., a dziś produkuje się tu głównie statki i łodzie.
Wydzielone na terenie zakładu muzeum, a właściwie wystawa była równie bezbarwna i ponura, co budynki na zewnątrz. Szara wykładzina, ponure zdjęcia za przeszklonymi ścianami, miniatury czołgów, modele statków itd. Tylko początki fabryki ukazane na zdjęciach były bajkowe. Kobiety w długich letnich sukniach z parasolkami w rękach spacerujące po nowiutkim promie, mężczyźni z cygarami w dłoniach oglądający końcówkę montażu jakieś kolei, tłumy odświętnie ubranych ludzi wiwatujących podczas rozbijania butelki o kadłub nowego statku itd. Wyblakłe, spłowiałe fotografie ludzi, którzy już dawno przeminęli, a którzy prawdopodobnie nawet nie przypuszczali, że za 50-60 lat ich świat, Rosja, w jakiej żyli przeminie bezpowrotnie. Fascynujące było oglądać ich twarze, ubrania, zachowania i próbować wyobrazić sobie tę elegancką, pachnącą, bogatą i wyluzowaną Rosję. Przeciwieństwo tego, czym jest teraz. Bolało mnie zastanawianie się, jakim krajem byłaby Federacja dziś, gdyby nie doszło do radosnej rewolucji 1917…
Po tej krótkiej i melancholijnej części wystawy, stanowiącej jakieś 4% całości przeszliśmy do dalszych jej części, które tchnęły bohaterstwem narodu radzieckiego. Przewodniczka, krępa pani w średnim wieku i za dużej marynarce z emfazą i prawdziwym zaangażowaniem klarowała, jak ważną rolę pełniła fabryka w czasie pierwszej, a potem drugiej wojny światowej. Broń, czołgi, wozy pancerne, łodzie podwodne itp. pomagały radzieckiemu sołdatowi pokonywać wszelkiej maści wrogów. Kobieta opowiadała z radosnym podnieceniem i niezmącona pewnością o bohaterstwie ludu sowieckiego, a ja cieszyłam się, że mogę słuchać tak niesamowitych rzeczy. Myślałam, że tego typu podejście to przeszłość, cień opowieści moich rodziców o tym, jak podchodziło się do tego kiedyś, historia. Tutaj jednak nadal praktykuje się uprawianie radosnej i jednostronne polityki „bohaterskiego ludu radzieckiego kontra …” i tu należy wpisać aktualnego wroga, w zależności od wojny i czasów.
Z drugiej strony ci wszyscy żołnierze mieli rodziny, na front wysyłani byli w bardzo młodym wieku, wielu z nich było bez odpowiedniego wyposażenia itd. Za pojęciem masy zwanej „radzieckim sołdatem” kryły się pojedyncze jednostki, traktowane przez system jak przedmioty, mięso armatnie, które można wysłać na front. Zamiast jednego porządnego kawałka broni zainwestowanego w jednego żołnierza preferowano wysłanie na śmierć 10 żołnierzy, ku chwale Armii Czerwonej. Jednakowoż podniecona przewodniczka miała zupełnie odmienne od mojego podejście do tych spraw i nie przestawała mówić, o tym, jak to fajnie było walczyć za wielką ojczyznę i jak pomagała w tym młodym sołdatom Sormowska fabryka…
Nie zabrakło również opowieści o szpiegu. Otóż, kilka lat temu nakryto w zawodzie amerykańskiego szpiega! Na szczęście czym prędzej wydalono go z Rosji, a w Sormowie nadal można produkować łodzie, części kolei i jakieś rakiety, bez obawy, że Amerykanie dowiedzą się czegoś nowego nt. rosyjskiej myśli metalurgicznej.
Zwiedzanie nudnawej wystawy, której główną atrakcję dla mnie stanowiła przewodniczka zwieńczył film o współczesnych sukcesach zakładu. Odtwarzacz DVD oczywiście nie zadziałał. Tutaj nic nie działa, nawet jeżeli jest częścią zaplanowanego wydarzenia (przewodniczka wiedziała, że będzie mieć grupę, mogła sprawdzić, czy wszystko działa). Niedźwiedziowato wyglądający ponury mężczyzna uruchomił w końcu odtwarzacz. Kilkuminutowy film z 2005 roku w rytmach marszy oraz radosnych młodzieżowych pieśni pokazywał migawki z życia fabryki: inżynierowie oglądający produkcję i podpis o tym, że ludzie nie pracują w fabryce dla niczego więcej oprócz radości pracy i wspólnie osiąganych efektów, impreza pracownicza (duża scena, kilkanaście tancerek w obszernych kolorowych sukniach i quasi ludowo ubrani ich partnerzy, tony jedzenia i wódki na stolikach, uradowane twarze pracowników), następne zdjęcie ktoś komuś wręcza kwiaty na tle nowej łodzi (starsi grubi mężczyźni i obowiązkowo jakaś młoda, błogo uśmiechnięta laska w tle).
Opuszczałam zakład zachwycona. Nie spodziewałam się, że dostanę lekcję historii i radzieckiego entuzjazmu w takiej dawce, co zawdzięczam temu, że Rosjanka była pewna, że daje wykład rosyjskiej młodzieży (czyli mojej grupie). Zastanawiałam się, czy międzynarodowym wolontariuszom w ogóle pozwolono by zwiedzić zakład i jak nudna okazałaby się ona dla kogoś, kto oczekiwałby dawki rzetelnej wiedzy. Dla mnie zakład był, jak wehikuł czasu, który pozwolił mi odkryć Rosję sprzed kilkudziesięciu lat, dokładnie taką, jak ta przedstawiana na tak modnych teraz pocztówkach retro z reprintami radzieckich plakatów zachęcających do kolektywnej pracy, donoszenia na sąsiadów, sławienia Armii Czerwonej, promujących specjalny tryb życia obywateli CCCP itd.
[Możliwość zobaczenia rąbka tego świata, tak różnego od Pokrovki z jej sklepami, Fantastiki, czy Teatro była dla mnie bardzo cenna. Mam wrażenie, że wiele rzeczy, które chcę tu zrobić po prostu mi się dzieje, a ciekawe miejsca nie czekają na moje odkrycie, ale mi się zwyczajnie przydarzają…]
-
- Ilustracja bitwy II wojny światowej, podczas której wyprodukowana w Sormowie łódź podwodna zniszczyła niemiecki statek
Dodaj do ulubionych:
Ten wpis został dodany Kwiecień 16, 2009 o 2:01 pm i widnieje w Fabryki, Niżny Nowogród, Refleksje własne tagi evs, kolej rosyjska, krasne sormowo, moskwa, Niżny Nowogród, Podroz do Rosji, Pokrovskaya, przemysł metalurgiczny, Rosja, rosyjskie fabryki, sormowo, sormowski zawod, sowieckie fabryki, teatro, wolontariusze. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0 Możesz zostawić odpowiedź, albo trackback ze swojej strony.







