Centra handlowe

Półtora miesiąca temu:

Mój znajomy: – To kiedy jedziesz na tę Syberię?

Ja: – To nie żadna Syberia, to europejska część Rosji. A w Niżnym mają nawet Auchan, sprawdzałam w necie.

MZ: – Auchan, cha, cha, cha, jasne. Możemy ci przesyłać gazetki Auchan z Polski.

J: – Ale tam naprawdę jest Auchan!

Kiedy teraz przypominam sobie tę rozmowę, chce mi się śmiać. Wiedziałam, że Niżny jest dużym miastem, a świadomość, że jest tam Auchan dawała mi nadzieję, że będę mogła kupić normalne jedzenie i inne produkty, których mogłoby mi tam brakować. Spodziewałam się 2 rzeczy: małych obleśnych sklepików z jedzeniem i odzieżą oraz luksusowych salonów znanych projektantów. Utwierdziło mnie w tym przekonaniu wszystko, co czytałam o Rosji i powtarzająca się, jak mantra kwestia o braku klasy średniej.

Jednakowoż ludzie, których zobaczyłam w centrach handlowych nie byli ani ubodzy ani bardzo bogaci. W Niżnym są dwa duże, nowe centra handlowe – Fantastika i Mega oraz wiele mniejszych. Niczym nie różnią się od polskich centrów handlowych typu Plaza, Stary Browar, Złote Tarasy czy Galeria Krakowska. Może poza rozmachem i ilością nieznanych mi marek. Odnalazłam swojską Zarę, New Yorkera, Promod, Mango, Mexx, Reserved (nie ma tylko H&Mu, nad czym ubolewam). W Poznaniu na palcach jednej ręki mogę policzyć sklepy, w których zawsze coś mi się spodoba, na palcach drugiej te, w których czasami coś kupię, no i jest grupa tych, w których kupuję naprawdę rzadko. Tutaj odnalazłam kilkanaście sklepów, w których mogłabym zrobić zakupy od razu, z o wiele większym niż u nas wyborem świetnych T-shirtów, zabawnych i kolorowych, bluzek, spodni, swetrów i butów (Top Shop, Miss Selfridge, Bershka, Seppala etc.). Do części w ogóle nie wchodziłam, ze względu na cenę, na bardziej elegancki, czy stonowany styl itd.

W Fantastice i Mega bardzo drogie sklepy sąsiadują z tymi tańszymi. W weekendowe popołudnia klienci oblegają i jedne i drugie (nie wiem, jak to wygląda w ciągu tygodnia). Młodzi ludzie ubrani po europejsku, pary w średnim wieku, starsi ludzie – wszyscy wyglądający normalnie. Babuszki, które zwykle mijam na ulicy, mężczyźni w bliżej nieokreślonym wieku, którzy codziennie sikają pod murem naprzeciwko okna naszej kuchni, chłopacy w za krótkich skajowych kurtkach i rozciapanych butach, czy dziewczyny w obcisłych dżinsach, ceratowych lakierowanych kurtkach i butach w różnych odcieniach czerwieni i czerni z maleńkimi, brzydkimi torebkami na ramionach – to wszystko znika w tych centrach handlowych. Można poczuć się prawie, jak w Europie. Ludzie są jakby milsi, nikt nie wgapia się w ciebie, jak w ufoludka, gdy słyszy rozmowę po angielsku, można się głośno śmiać, a nawet zostać obsłużonym z uśmiechem na ustach i miłą konwersacją towarzyszącą.

Kupowałam chustkę ludową w dużym sklepie z pamiątkami, próbowałam kupić czapkę w normalnym odzieżowym, łyżki itp., to były zwyczajne sklepy w mieście. Za każdym razem sprzedawczyni ruszała się, aby mi podać towar z ociąganiem wielbłąda, na którego właśnie mają załadować 2 tony towary i miną wkurzonego neandertalczyka, który dopiero się zorientował, że aby coś zjeść musi ruszyć tyłek poza jaskinię i własnoręcznie to coś upolować. W takich przypadkach nie ma sensu ani miłe uśmiechanie się, ani robienie przepraszającej miny, ani strofowanie kobiety. Trzeba z obojętną twarzą i bez wahania w głosie zakupić to, co potrzebujemy i opuścić sklep.

W centrach handlowych, w których prawdopodobnie ktoś rzuca zaklęcia na odwiedzających je Rosjan zarówno klienci, jak i sprzedawcy są mili. W Zarze obsługiwał mnie i Elo przemiły i przystojny (!!!) młody Rosjanin. Zapytał skąd jesteśmy, wyraził zdumienie, że nie mówię po rosyjsku skoro jestem Polką (tak, prawie wszyscy Rosjanie, których spotykam reagują w ten sposób) oraz powiedział, że podoba mu się moje imię. Mówił po angielsku, zachęcił nas do odwiedzenia Petersburga i Moskwy i uśmiechał się! To było takie nie rosyjskie…

W Reserved niemiło się zaskoczyłam. Część odzieży rozpoznałam z polskich sklepów tej marki, ale część była w zupełnie innym stylu. U nas np. nie do pomyślenia byłyby lakierowane i wytłaczane w zwierzęcy wzorek czerwone torby ze złotymi wstawkami i zbyt dużą liczbą kieszonek. Prawdopodobnie firma próbuje adaptować się do lokalnego stylu, a nie standaryzować produkty we wszystkich krajach.

O wiele większy wybór ubrań przekładał się na większy wybór akcesoriów. Wśród wielu marek sklepów ze sztuczną biżuterią, z samymi kolczykami (całe ściany zawieszone kolczykami i tylko kolczykami, od góry do dołu) oraz tych z innymi dodatkami, najbardziej polubiłam Accessorize. Kolczyki, naszyjniki, torby, szale, chusty, czapki, okulary przeciwsłoneczne etc. oraz uśmiechająca się, pomagająca w wyborze obsługa. Ceny nie należą do tanich, ale nie są też najdroższe, szczególnie, gdy trafi się na wyprzedaż. Ostatnio kupiłam tam czapkę z 70% obniżką (cena ostateczna 170 RUB), gdy zgubiłam swoją.

Nadal nie wiem, gdzie ukrywają się naprawdę bogaci Rosjanie, pewnie w Moskwie. Nie wiem też dlaczego nikt nie zauważa, że Rosja ma już swoją klasę średnią. Być może dlatego, że ludzie, których można spotkać w Mega czy Fantastice pasują do definicji tej klasy społecznej, ale jest ich za mało w porównaniu z tymi, którzy zaopatrują się w jedzenie i ubrania na targach (tzw. rynkach, l. poj. rynok) , którzy stoją całymi dniami pod murami i popijają piwo, albo sprzedają różne dziwne rzeczy na prowizorycznych straganach przy głównych ulicach, czyli z wszystkimi tymi, których sytuacja materialna balansuje na granicy skrajnego ubóstwa.

Jedna odpowiedź to “Centra handlowe”

  1. Anna Maciejewska Powiedział/a:

    Droga Basiu. Mieszkałam 3 lata w Irkucku. Studiowałam tam, następnie pracowałam. Jeszcze przed tym okresem również uczestniczyłam w wolontariacie w Niżnym N.. Mogę wiele na temat życia w Rosji powiedzieć. Znam biegle język i przesiąknęłam mentalnością rosyjską.
    Rozumiem, że piszesz o swoich wrażeniach, ale to, że spotkała Cię parę razy nieprzyjemna sytuacja w sklepie (mnie przez 3 lata życia nie spotkała ani razu), to nie znaczy, że uprzejmość jest “nie rosyjska!” Nawiązuję tu do zdania “Mówił po angielsku, zachęcił nas do odwiedzenia Petersburga i Moskwy i uśmiechał się! To było takie nie rosyjskie…” Ja akurat uważam, że w sferze uprzejmości wiele moglibyśmy się od Rosjan uczyć. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.